Rozmiar tekstu

Wskazówki:

Scenariusz ten opiera się na delikatnym zarysowaniu innych światów i mitów, może być początkiem Wielkiej Przygody, jednakże wtedy trzeba będzie silniej zaznaczyć działanie osoby trzecie (chociażby Tausa Meleka) oraz dobrze rozegrać ostatnią scenę, dając wrażenie Graczom, iż to dopiero początek. Nadaje się również na debiut Badaczy, wtedy zakończenie może być odmienne. Całość jednak należy odpowiednio zapełnić szczegółami w ramach śledztwa oraz innych wydarzeń. Niezbędny jest fragment z 9 rozdziału Apokalipsy (wersy 1 - 11); próbki pisma starobabilońskiego można znaleźć w książce "Pismo klinowe". Każdy raport koronera można by wykonać na osobnych kartkach jako dokładny opis zgonu wraz z zaznaczonym zawodem ofiary (ma to dość interesujący związek ze sposobem zadanej śmierci). Osadzenie jej w innym okresie historycznym musi wiązać się ze zmianami we wnioskach dotyczących zgonów, im wcześniejsza epoka tym wnioski staną się mniej dokładne. Warto zauważyć, iż dopiero w 1923 roku technicy zaczynają korzystać z swoich sławnych "toreb", wyposażonych do dokładniejszego oznaczenia śladów i zabezpieczenia dowodów zbrodni.

Prolog:

Potężny i nieśmiertelny człowiek Taus Melek (sam już nie pamięta kiedy i gdzie się urodził, dlaczego nie umiera i po co żyje) zapragnął stworzyć w NY miejsce, które byłoby schronieniem przed zemstą potężnych bogów i koszmarnych istot. Odnalazł dawno zapomniane zaklęcie, pozwalające naznaczyć Znakiem Starszych Bogów wybrane miejsca. Wybrał Miejską Bibliotekę. Ponieważ zaklęcie wymagało ofiar, postanowił wykorzystać obecnego dyrektora biblioteki do tych zbrodni. Sam później zająłby jego posadę i mógł spokojnie prowadzić swoje badania. Dyrektor był całkowicie ignorowany przez środowiska naukowców ze względu na jego badaniami nad manipulowaniem ludźmi. Dzięki mocy uzyskanej przez Tausa Meleka odzyskał nadzieję na sławę i możliwość kontynuowania badań pod okiem mistrza. Nie wiedział jednak, że zgadzając się popełniać zbrodnię, tym samym skazuje siebie na śmierć.

Proszek Hypnosa, który uzyskał od swego przewodnika jest substancją o nieznanym pochodzeniu. Sprawia, iż jej posiadacz może wpływać na sny swych ofiar, dosypując im do jedzenia czy picia odrobinę tej mikstury, jej działanie trwa kilka dni. Dyrektor mając na uwadze swoją ogromną wiedzę, postanowił nadać wyższą rangę całej sprawie, aby jego morderstwa nigdy nie zostały nazwane bezmyślnymi zbrodniami.

Raport 6/23

Ja, Zahary McNamara, detektyw policyjny z 8 komisariatu w NY nigdy nie sądziłem, że mogą istnieć rzeczy niemożliwe, dlatego to co umieszczę w poniższym raporcie nie jest wynikiem mojej wybujałem wyobraźni, tak było.

Detektywi Stanley Baldwin i Ray Luca towarzyszyli mi przy sprawie nr 6 tzw. "Bibliotekarz". Dnia 13.01.1925 zostaliśmy wyznaczeni do prowadzenia śledztwa w sprawie morderstwa w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Ofiarą była młoda kobieta (skrócony raport, dotyczący przyczyn śmierci nr 1), znaleziona została na I piętrze biblioteki, pomiędzy regałami z książkami (dział "Pismo Święte"). Na ziemi, pod ciałem ofiary, znaleziono wyryty ostrym narzędziem ślad w kształcie litery "V", skierowany czubkiem ku ścianie biblioteki. Na miejscu zbrodni nie znaleziono ani śladów włamania, ani też śladów walki oraz kradzieży. Oprócz niewielkiej ilości śladów krwi znaleziono kilka ptasich piór (białych). Przesłuchanie pracowników biblioteki (tj. dyrektor, cztery bibliotekarki, woźny) ustaliły, iż w bibliotece pracownicy przebywają w godzinach od 9.00 do 20.00 (dla czytelników otwarta jest od 10.00 do 19.00). Wszystkie wyżej wymienione osoby posiadają klucz. Nikt z nich nie przebywała w godzinach popełnienia zbrodni w gmachu biblioteki, alibi ich zostało potwierdzone prze rodzinę lub innych świadków. Przesłuchiwanie okolicznych mieszkańców również nie wniosło niczego nowego do sprawy. Rodzina ofiary stwierdziła, iż jej nieobecność stwierdzono późnych wieczorem.

Dość interesujący ślad odkryła pracowniczka biblioteki. We wszystkich egzemplarzach brakowało strony z Apokalipsy św. Jana, rozdziału 9. Wszystkie zostały wydarte, a na grzbietach tych książek odnaleziono niewielkie ślady krwi. Nie znaleziono żadnych odcisków palców.

Teraz to co opiszę może wydawać się niezwiązane ze sprawą, jednak raport bez tych wydarzeń byłby niepełny.

"W nocy każdy z nas, tj. każdy z detektywów prowadzących śledztwo miał identyczny sen. Staliśmy na płaskiej przestrzeni. Niepewni swej sytuacji szliśmy przed siebie, pomimo iż przed nami rozciągał się jednostajny płaskowyż. Po jakiś czasie ujrzeliśmy niewielką budowlę, przypominającą kapliczkę przydrożną. Po wejściu do środka ujrzeliśmy regały z Pismem Świętym (w różnych językach). Na środku pomieszczenia stała kamienna rzeźba anioła z mieczem. Bezskutecznie próbowaliśmy wydostać się z wnętrza budowli. Przeszukując Biblię, znaleźliśmy fragment z Apokalipsy. Rozdział 9,1-11 (takie cyfry miała ofiara na ciele). W tym fragmencie znaleźliśmy imię anioła Apollyn, Abaddon - kiedy wymieniliśmy te imiona otoczył nas wszechogarniający dym. Słyszeliśmy dźwięk poruszanych skrzydeł i nagle ujrzeliśmy lecącą ku nas ogromną ilość uzbrojonych niczym wojsko szarańczy. Tak jak opisują to w Apokalipsie. W tym momencie obudziliśmy się."

Następnego dnia (14.01. br.) okazało się, iż znaleziona w tym samym miejscu kolejną ofiarę. Leżała jednak między innymi regałami (dział "Nauki starożytne"). Znaleziono także ten sam znak wyryty na ziemi. Nie stwierdzono ich śladów: odcisków palców, włamania itp. Policjanci pilnujący wejścia oświadczyli, że nikt nie wchodził ani też nie wychodził z biblioteki, nie słyszeli także żadnych dźwięków z budynku. Przesłuchanie rodziny ofiary przyniosło podobne rezultaty jak przy pierwszej ofierze. Z powodu takiego stanu rzeczy wraz z detektywami ustaliliśmy, iż tej nocy (tj. z 14 na 15 styczeń br.) pozostaniemy w środku gmachu w celu dokładnego zbadania sprawy. Oprócz nas nikt z zarówno pracowników jak i policjantów nie był obecny w środku biblioteki. Niestety, pomimo ustalenia wart jak i dużej ilości kawy, zasnęliśmy (w późniejszych badaniach krwi wykluczono działanie środków usypiających).

"Znaleźliśmy się podobnym miejscu jak w poprzednią noc. Po długim marszu dotarliśmy do budowli, przypominającej niewielki domek wykonany z cegły. Niewidząc innej możliwości weszliśmy do środka. Ujrzeliśmy ponownie regały z książkami, jednakże wszystkie poświęcone były alchemii. Oprócz tego na regałach znajdowała się duża ilość fiolek z różnymi substancjami, a przy ścianie znajdował się kaflowy piec z wielkim, wbudowanym pojemnikiem. Na środku, na ziemi, wyryty był napis w angielskim:

Droga do doskonałości wiedzie przez mroki

A wtedy śmierć to początek

Blask białego światła zmienia stare rzeczy

A krew jest końcem doskonalącym

Długo nie mogliśmy zrozumieć znaczenia tych słów. Dopiero detektyw Ray Luca przypadkiem trafił na ten wiersz umieszczony w książce Madame d'Urfle pt. "Koniec doskonały". Autorka zanalizowała te wersy jako drogę do uzyskania złota, poprzez przemianę ołowiu. Nie wierzyliśmy, nie wierzyłem nigdy w ideę przemiany ołowiu w złoto. Próbowaliśmy coś z tym zrobić. Kierując się wskazówkami z książki oraz wierszem po kolei do rozgrzanego gara wrzucaliśmy składniki: czarny, biały, czerwony. Ujrzeliśmy (po dziś dzień nie potrafię w to uwierzyć) jak krople ołowiu zamieniają się najpierw w srebro, a potem złoto. Przelaliśmy je do foremki. Wtedy się obudziłem, po rozmowie z detektywami ustaliłem, że oni mieli taki sam sen."

Po obudzeniu okazało się, iż jestem wraz z partnerami w bibliotece i popełniono kolejną zbrodnię. Tym razem ofiarą była młoda kobieta. Znaleziono ją pomiędzy regałami (dział "Językoznawstwo"), również pod jej ciałem znaleziono wyrytą literę "V". Nie znaleziono innych śladów, przesłuchiwanie świadków oraz rodziny ofiary również nie wniosło niczego nowego do sprawy. Z powodu silnej presji władz oraz opinii publicznej przydzielono nam więcej funkcjonariuszy, skontaktowaliśmy się także z psychologiem (pomimo iż nie policja nowojorska nie uznaje tych badań za wiążące, jednak tak poradził nam Scotland Yard - jako pionier w seryjnych morderstwach). Dopiero teraz zabójca został zakwalifikowany jako seryjny morderca, a gazety nadały mu pseudonim "Bibliotekarz". Zostali także rozesłani informatorzy na miasto w celu zdobycia informacji na temat potencjalnego zabójcy, sprawdzono akta wszystkich recydywistów, którzy wyszli w ostatnim czasie na wolność oraz osoby, które zostały wypuszczone z zakładów psychiatrycznych.

Postanowiono także wystawić więcej policjantów na wartę, zarówno na zewnątrz budynków jak i wewnątrz, którzy razem z nami, prowadzącymi śledztwo, mieli pilnować budynek. Niestety także tej nocy wszyscy obecni wewnątrz biblioteki policjanci wraz z nami zasnęli. Jednakże tylko my mieliśmy identyczne sny.

"Obudziliśmy się znowu na nieznanym nam płaskowyżu. Również po długim marszu ujrzeliśmy budynek, tym razem był wykonany z jasnego kamienia. Wewnątrz budowli ujrzeliśmy regały z książkami: było tam mnóstwo słowników, podręczników do nauki języków obcych. Na ścianach wyryte były w różnych językach napisy, emanowały niezwykłym światłem, podejrzewaliśmy, że były one wypełniane złotem. Na środku pomieszczenia znaleźliśmy na podłodze napis wykonany w nieznanym nam języku. Dopiero po dość długich poszukiwaniach w książkach, odkryliśmy iż jest to pismo klinowe starobabilońskie. Idąc śladem wydarzeń ostatnich nocy spróbowaliśmy przełożyć je przynajmniej na fonetyczny zapis pod postacią sylab. Zajęło nam to bardzo długi czas, jednakże opłacało się. Gdy próbowaliśmy to na głos przeczytać (nie mogliśmy przetłumaczyć dokładnie sensu napisu, poznaliśmy tylko znaczenie niektórych wyrazów: śmierć, dawne czasy, spoczywać) napis na podłodze rozświetlił się oślepiającym świtałem. Wtedy obudziliśmy się."

Kolejnego dnia (16.01.br.) znaleziono następną, czwartą ofiarę. David Walker został znaleziony między pólkami w dziale "Astronomia". Podobnie jak przy poprzednich ofiarach znaleziono wyryte literę "V". Interesującym szczegółem (podążając śladem działu "Astronomia") było ułożenie wylewu wewnętrznego na ciele ofiary. Dziewięć kręgów może sugerować układ planetarny, jednakże w naszym Układzie Słonecznym jest tylko 8 planet. Tylko jeden profesor Lester Gordon stwierdził, iż według jego teorii (nie przyjętej przez świat nauki) nasz układ posiada 9 planet. Zwarzywszy jednak, iż nie było to udowodnione ani też potwierdzone przez innego naukowca nie można było dołączyć tego do akt sprawy. Charakterolog dostarczył wstępny opis potencjalnego zabójcy: jest to dojrzały mężczyzna, najprawdopodobniej z wyższym wykształceniem (lub samouk), samotnik, mieszka w samodzielnym mieszkaniu, uważa się za osobę niedocenioną lub po prostu czuje się niezauważany (w zbrodniach umieszcza elementy związane z wiedzą raczej niedostępną ogółowi), najprawdopodobniej odczuwa oznaki starości.

Przy współpracy profesorów z uniwersytetów zostały przetłumaczone napisy, które były wykonane na ofierze Elizabeth Jerry. Wszystkie miały charakter niepełnych zdań, wyrażeń: ci z jaskini, młode z czerni, nie ma pokoju przy bramie, ten co niszczy.

Mając na uwadze portret mordercy (jednakże nie mógł być on dowodem uznanym w sądzie) jeszcze raz przesłuchaliśmy dyrektora biblioteki (odpowiadał większości punktów zawartych w charakterystyce). Tym razem, pomimo iż udzielał zadawalających odpowiedzi, nabraliśmy podejrzeń, w związku z czym funkcjonariusze zostali przydzielenie do całodobowego śledzenia podejrzanego. Tej nocy postanowiliśmy spędzić również w bibliotece. "Obudziliśmy się w pomieszczeniu o podstawie koła - nie przypominało żadne nam znane miejsce. Z pomieszczenia wychodziły 11 drzwi, każde oznaczone innym znakiem zodiaku. Sala, w której się znajdowaliśmy miała wyrzeźbione na ścianie powtarzający się znak Koziorożca. Postanowiliśmy zbadać teren, idąc według znaków zodiaku - najpierw weszliśmy w drzwi Wodnika. Po przejściu paru metrów zalała nas potężna fala wody. Ledwo zdołaliśmy ujść z życiem. Sala Wodnika była, oprócz wyrzeźbionych znaków, identyczna z poprzednią. Przeszliśmy w ten sposób wszystkie sale (natrafiając na doły wypełnione skorpionami, rozjuszonego byka, słodki głos kobiety - przywołujące do niekończącego się dołu, itp.). Według naszych obliczeń sale nachodziły na siebie przestrzennie - budowla całkowicie zaprzeczała prawom logiki. Na szczęście po przejściu do sali Koziorożca obudziliśmy się w bibliotece."

Tego dnia (17.01.br.) znaleziono kolejną ofiarę, młoda kobieta była poparzona na całym ciele, znajdował się również znak "V", wyryty na ziemi. Ofiara leżała między regałami - dział "Historia średniowiecza". Technicy nie znaleźli żadnych śladów bytności osób trzecich, śladów włamań itp. Tego popołudnia postanowiliśmy odpocząć aż do dokładniejszego raportu techników, czekaliśmy w samochodzie, niestety zasnęliśmy. I tym razem mieliśmy identyczne sny.

"Obudziliśmy się przed biblioteką, w środku paliło się światło. Weszliśmy do środka, jednakże osoby ubrane w długie szaty, chwyciły nas i przywiązały do pali, znajdujących się nad stertą drewna. Biblioteka była wypełniona podobnie ubranymi ludźmi, większość trzymała zapalone pochodnie. Jedna z osób (wyróżniająca się bogatszym ubraniem), przemawiał do tłumu (niestety nie słyszeliśmy jego słów) po czym zwrócił się do nas z zapytaniem - czy chcemy wyprzeć się zła? Cała ta sytuacja całkowicie zaskoczyła nas, więc odpowiadaliśmy chaotycznie, raczej próbując się dowiedzieć szczegółów. Wkrótce po tym ludzie z pochodniami podeszli do nas i podpalili stos - tym samym zaczęliśmy się krzyczeć, jednak wkrótce zabrakło nam tlenu. Wrażenie było tak silne, iż obudziliśmy się w samochodzie, łapczywie szukając powietrza."

Po chwili wytchnienia, funkcjonariusz doniósł nam, iż ktoś znajduje się w bibliotece, dowiedzieliśmy się także, że dyrektor wymknął się pilnującym go funkcjonariuszom. Wybraliśmy kilku ludzi i wbiegliśmy do środka. Ujrzeliśmy (poświadczą to wszyscy obecnie policjanci), iż na podłodze płonął ogień, idąc wyznaczonym kierunkiem, przypominającym gwiazdę (poprzednio wyryte na ziemi litery "V" połączyły się), w środku gwiazdy stał dyrektor i całkowicie nie zwracał na nas uwagi - dochodziły do nas słowa jakiejś pieśni, która coraz głośniej opanowywała cały hol. Po którymś ostrzeżeniu, dyrektor włożył rękę pod marynarkę. Strzały padły z różnych stron - zapewniam, iż całkowicie potoczyło się to zgodnie z regulaminem. Podejrzany upadł na ziemi, w tym samym czasie ogień zgasł, a kontury gwiazdy zalały się krwią. Po chwili rozbłysło czerwone światło i wszystko ucichło. Dyrektor leżał martwy na ziemi, na której pozostał kontur gwiazdy (później pod ciałem mordercy znaleźliśmy również wyryte kształty przypominające ogień w okręgu). Po zbadaniu przez techników, ustaliśmy iż mordercą był dyrektor, który korzystając z nieznanego nam środka usypiającego (bądź narkotyku) usypiał policjantów, samemu dokonując w tym czasie zbrodni. Jednak stwierdziliśmy, iż sny były wywoływane w nieznany sposób przez mordercę, najprawdopodobniej w celu utrudniania śledztwa. Sprawa została zamknięta z dniem 23.01.1925 r. Mając jednak na uwadze brak wyjaśnień wielu wydarzeń, można sądzić, iż zdecydowanie zamieszane były osoby trzecie, które poprzez śmierć dyrektora uzyskały odpowiednie korzyści.

Raport został wykonany dnia 23.01. br.

przez Zaharego McNamarę,

potwierdzony przez Stanleya Baldwina i Ray Lucę.

Spisane przez Ripley.

Raport

Ofiara 1: Mary Clive, lat 25, żona pastora, brak znaków szczególnych. Zmarła w wyniku wykrwawienia w następstwie licznych ran, naciętych ostrym narzędziem. Wszystkie nacięcia zostały wykonane w układzie "9,1,11". Brak śladów walki, nie stwierdzono obecności ciał obcych czy środków odurzających. Śmierć nastąpiła między 5 a 6 rano.

Ofiara 2: George Smith, lat 25, robotnik w zakładach włókienniczych White'a. Zmarł z powodu ołowiu wlanego do przełyku. Na całym ciele są ślady tortur: liczne złamania kończyn, ślady przypalania, wyrwany język. Ofiara była głodzona przez około 2 tygodnie, przyjmowała wyłącznie wodę (brak odwodnienia). Na rękach oraz kostkach stóp znajdują się ślady wiązania przez długi okres czasu. Brak śladów walki, ciał obcych oraz środków odurzających. Śmierć nastąpiła około godziny 5-6 rano.

Ofiara 3: Elizabeth Jerry, lat 24, studentka filologii klasycznej. Zmarła w wyniku dwóch ran kłutych w serce oprócz tego na całym ciele liczne rany, wykonane cienkim, bardzo ostrym narzędziem. Wszystkie nacięcia są ułożone w napisy w różnych językach. Brak śladów walki, środków odurzających oraz ciał obcych. Śmierć nastąpiła między 6 a 7 rano.

Ofiara 4: Daniel Walker, lat 26, dziennikarz w gazecie "Przyszłość"; w dziale nauki. Zmarł w wyniku krwotoku wewnętrznego, powstałego z nieznanego powodu. Ślady wylewu układają się w nienaturalny sposób: są to dziewięć okręgów. Brak śladów walki, ciał obcych oraz środków odurzających. Śmierć nastąpiła około 6-7 rano.

Ofiara 5: Cindy Ross, lat 27, właścicielka sklepu z herbatą i ziołami "U Cindy". Zmarła poprzez uduszenia się, najprawdopodobniej w wyniku pożaru. Liczne poparzenia na całym ciele. Brak śladów walki, ciał obcych oraz środków odurzających. Na lewym udzie został wycięty kawałek skóry, najprawdopodobniej znajdowało się tam niewielkie znamię. Śmierć nastąpiła między 5 a 7 rano.

Apokalipsa św. Jana rozdział 9, wersy od 1 do 12:

"Głos piątej trąby. Piąty anioł zatrąbił. Wtedy ujrzałem gwiazdę, która spadła z nieba na ziemię. Dano jej klucz od studni przepaści. I otworzyła studnię przepaści. Wówczas uniósł się dym z przepaści jak dym z ogromnego pieca, a słońce i powietrze zostały pogrążone w ciemnościach przez dym ze studni. Z dymu rozeszły się szarańcze po ziemi. Dano im tę moc, którą mają skorpiony ziemskie. I otrzymały nakaz, żeby nie czyniły szkody trawie na ziemi ani roślinom, ani drzewom, lecz tylko tym ludziom, którzy nie mieli pieczęci Bożej na czołach. Nie było im jednak wolno ich zabijać; miały tylko ich dręczyć przez pięć miesięcy. Ukąszenie ich sprawiało taki ból jak ukąszenie skorpiona, gdy ukłuje człowieka.

W owych dniach ludzie będą szukali śmierci, lecz nie znajdą jej; zapragną umrzeć, lecz śmierć ucieka od nich. Szarańcze były podobne do koni gotowych do boju. Na głowach miały jakby złote korony. Oblicza ich podobne były do ludzkich twarzy. Miały włosy podobne do włosów niewiasty i zęby podobne do zębów lwa; pancerze ich były jakby z żelaza. Uderzenie ich skrzydeł podobne było do turkotu licznych wozów w konie zaprzężonych, które pędzą do boju. Miały ogony i żądła jak skorpiony. W ogonach ich mieściła się moc czynienia szkody ludziom w przeciągu pięciu miesięcy. Mają jako króla nad sobą anioła przepaści, który zwie się po hebrajsku Abaddon, po grecku Apollyon [to jest Niszczyciel]."

 


Komentarz w tym Artykule
Musisz Zalogować się lub Zarejestrować aby wziąć udział w tej dyskusji.