Przez wiele lat istnienia „Zewu Cthulhu” Badacze Tajemnic walczyli z Wielkimi Przedwiecznymi w kilku okresach historycznych. Mieliśmy do czynienia z latami dwudziestymi XX wieku, współczesnością i końcem XIX wieku. Mało kto jednak wie, że dzięki staraniom wydawnictwa Pegasus Spiele, Strażnicy Tajemnic mogą cofnąć swoje drużyny o tysiąc lat w przeszłość za pomocą „Cthulhu Dark Ages”.
Kilka lat temu udało mi się zdobyć ten podręcznik, z czystej ciekawości, a także ze względów kolekcjonerskich. Z początku podchodziłem do założeń „Cthulhu Dark Ages” dość sceptycznie. Z drugiej strony jednak mamy przecież „Wampira : Mroczne Wieki”, który świetnie pokazuje posępność średniowiecza. Czy ekipie Stephane’a Gesberta udało się podołać wyzwaniu?
Okładka podręcznika zasługuje na wspomnienie. Widać na niej wielki napis „Cthulhu Dark Ages” i rycerza oświetlającego okultystyczny symbol w jaskini bądź katakumbach. Moim zdaniem jest to dobre połączenie. Pokazuje nam, kim będą badacze w tym systemie i z czym będą mieli do czynienia. Sam podręcznik został wydrukowany w czerni i bieli na dość przeciętnej jakości papierze.. Całość zamknięto w klejonej, miękkiej okładce, co w połączeniu z dość mizerną ilość stron – zaledwie 176 przedstawia nam fatum tego podręcznika – twórcom zapewne zabrakło funduszy.
„Cthulhu Dark Ages” nie jest dodatkiem. Kupujemy podręcznik i już możemy zabijać mieczami gugi czy też rzucić okiem na niedawne tłumaczenie Al-Azif. Twórcy podręcznika za punkt zwrotny obrali rok 950, kiedy to Theodorus Philetas przetłumaczył wspomnianą księgę na grecki, nadając jej nową, bluźnierczą nazwę – Necronomicon. W ciągu stu lat Necronomicon był pospolitą, jak na tamte czasy, księgą okultystyczną , dopóki nie został uznany w 1050 roku za herezję. Mity Cthulhu przeszły do wiejskiej mądrości, a ludzie bali się wejść do lasów z powodu Mrocznych Młodych Shub-Niggurath. Wszystko to brzmi bardzo ciekawie.
Mechanika Basic Roleplaying została wytłumaczona bardzo sprawnie. W około pięćdziesięciu stronach zostaje nam przekazane praktycznie wszystko dotyczące BRP. W tej części najbardziej podobał mi się fragment dotyczący tworzenia Badacza Tajemnic. Do dyspozycji mamy znacznie mniej umiejętności, jednak dodano dwie nowe – wiedza o własnym i cudzym królestwie. Zmieniły się również zawody. Możemy zagrać wojem, sklepikarzem czy zakonnicą, ale również wieszczem czy heretykiem. Odskocznią od pozostałych wydań „Zewu Cthulhu” jest to, że niektóre zawody mają na start czary. Oczywiście ich wybór jest na początku niewielki, jednak może zaistnieć dodatkowa motywacja dla takiej postaci żeby poznać sekrety magii. Bardzo ciekawy jest fakt, iż bazowym wiekiem nowej postaci jest piętnaście lat. Można sobie oczywiście postarzeć postać w celu zdobycia większej ilości punktów na umiejętności, jednak za każde takie postarzenie tracimy jeden punkt z wybranego fizycznego atrybutu, co świetnie oddaje klimat tamtych czasów. Dodatkowo twórcy skupiają się na licznych chorobach z wyraźnym zaznaczeniem, żeby Strażnik Tajemnic nie stosował ich na Badaczy, bo może to oznaczać dla nich bardzo szybkie pożegnanie się z życiem.
W następnej części podręcznika dostajemy informację o realiach. Jak osoby z danych kast się ubierały, co jadły i jakie panowały zwyczaje. W formie tabelki dostajemy najważniejsze wydarzenia pomiędzy latami 950, a 1050. Pod koniec tego rozdziału opisane zostały najważniejsze krainy tamtych lat. Jednakże jest tego tak mało, że czasami odnosiłem wrażenie jakby twórcy zapomnieli napisać, że resztę możemy sobie przeczytać na wikipedii. Przykładowo, królestwa skandynawskie są opisane jako zdominowane przez wolnych farmerów zwanych wikingami, gdzie kobiety mają prawa niemalże na równi z mężczyznami. Dodatkowo wspomniana jest chrystianizacja Danii, jednak bez szczegółów. Niestety, informacje zawarte w podręczniku służą jedynie jako zachęta. Trudno poprowadzić kampanię w tych czasach z strzępkami informacji, biorąc jeszcze pod uwagę promowane w systemie nastawienie na realizm.
Kolejne sekcje podręcznika są poświęcone mitom, magii i bluźnierczym księgom. Same Mity Cthulhu są jednakże potraktowane po macoszemu. Dostajemy jedynie szczątkowe informacje o tym kim są Wielcy Przedwieczni, Bogowie Zewnętrzni oraz jakie są rasy niezależne i służebne. Natomiast w części o magii, mamy dodatkowe czary takie jak chociażby pobłogosławienie broni czy wróżenie. Strażnik Tajemnic dostaje też kilka podpowiedzi jak w oryginalny i ciekawy sposób sprawić żeby Badacz uzyskał nowy czar i jakie mogą być tego konsekwencje. Na temat ksiąg o Mitach Cthulhu jest znacznie mniej. Spostrzegawczy Strażnik Tajemnic zauważy, że powodem tego jest to, że wiele z opisanych ksiąg w „Zewie Cthulhu” było napisane po XI wieku. Dlatego też niewielka liczba ksiąg jest dobrze umotywowana. Jednakże nie zmienia to faktu, że po raz kolejny zostały dość słabo rozpisane. Pnakotica, będąca istotnym tekstem, została opisana jedynie jako zbiór opowieści z czasów przedludzkich i, że jest lepsza niż ta wspomniana w „Księdze Strażnika”. W takim razie, po pierwsze po co wspominany jest dodatek, a po drugie w samym dodatku jest jedynie wyszczególnienie o czym jest ta księga. Nie można było tak od razu?
Przedostatnią częścią podręcznika jest bestiariusz. Pierwszą wymienioną istotą są anioły. Moje zdziwienie minęło gdy przeczytałem o co chodziło autorowi. Według niektórych podań wyglądali oni jak kule ognia, czyli jak ogniste wampiry. Najpierw pomyślałem: „Dlaczego nie mogli po prostu dać statystyk ognistego wampira i w przypisach zaznaczyć, że przez niektórych były uznawane za anioły”. Jednak z prędkością tira na autostradzie uderzyła mnie myśl kolejna – „Kasa”. Bestiariusz jest bardzo dobrze zakamuflowaną próbą przekazania czegoś bez przekazywania wszystkiego. Gratuluję i doceniam spryt autorów, jednak z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że im nie wyszło. Ciągnąc dalej przykład aniołów powiedzmy, że Badacze będąc na duńskim drakkarze spotykają takie istoty. Wszyscy chwalą Boga, że aniołowie ich uratują od niebezpiecznych mgieł morza północnego. Jednak anioły okazują się być ognistymi wampirami i atakują Badaczy. Co wtedy ma robić biedny Strażnik Tajemnic? Może kupić osobno podręcznik do „Zewu Cthulhu” lub pożyczyć od kogoś i przepisać statystyki tej istoty. Moim zdaniem, jak już „Cthulhu Dark Ages” chce pozorować na kompletną grę to niech będzie w tym konsekwentne. Dalsze pozycje w bestiariuszu także nie napawają optymizmem - halflingi, wilkołaki, smoki i Szatan. Naprawdę doceniam pomysłowość twórców tego podręcznika ale bądźmy poważni. Rozumiem chęć przekazania ciemnoty tamtych czasów, ale warto zadać sobie pytanie – kupujemy podręcznik czy dodatek?
Oczywiście są wymieniane istoty z mitów takie jak mroczne młode czy istoty z głębin. Dostajemy informację i statystyki takich bóstw jak Tawil’at’Umr czy Bugg-Shash. Jednak większość pozycji nie ma grafik albo są one koszmarnie złej jakości. Są wyjątki, ale potwierdzają one jedynie regułę.
Ostatnim rozdziałem „Cthulhu Dark Ages” jest, jak w niemal każdym podręczniku podstawowym - scenariusz. Opowiada on historię machinacji istoty zwanej „Mrocznym”, która wraz z pomocą Mi-Go chce odzyskać pewien artefakt. Sami badacze muszą odkryć tajemnicę śmierci swojego pracodawcy, a to wszystko w sosie zwady pomiędzy Słowianami, a Germanami. Pomijając, że ilustracje są beznadziejne to sam scenariusz jest bardzo dobrze napisany. Rozpisane są plotki, jakie mogą gracze wydobyć z karczm, mapy okolic, rady dla Strażnika Tajemnic, dokładne opisy postaci, wskazówki co robić jeśli Badacze podążą alternatywnym tropem i wiele innych. Dołączono również dodatki do wydrukowania takie jak listy i mapy. Ten scenariusz jest jakby światełkiem na końcu ciemnego korytarza. Gdyby autorzy skupili się na samym podręczniku tak bardzo jak na opisywaniu scenariusza to byłoby, moim zdaniem, znacznie lepiej.
Muszę przyznać, że podręcznik powalił mnie na kolana. Niestety, nie z zachwytu. Mroczne wieki są bardzo ciekawym okresem historycznym i mają wielki potencjał. Tak jest niestety z „Cthulhu Dark Ages”. Jest to gigantycznych rozmiarów potencjał zmarnowany przez lenistwo i/lub brak funduszy. Ten podręcznik polecam jedynie wielkim fanom „Zewu Cthulhu”. Jeżeli chcesz odmiany w swoich kampaniach lub czujesz, że potrzebujesz wyzwania – wypróbuj. W przeciwnym razie trzymaj się z dala od tego podręcznika, bo możesz stracić sporo punktów poczytalności.
Ocena: 5/10 z dopiskiem „A miało być tak pięknie!...”