Księga o tytule „Necronomicon” jest chyba najbardziej kontrowersyjnym dziełem związanym z okultyzmem. Podstawowym problemem jest bowiem ustalenie, czy ta legendarna księga w ogóle istnieje, czy też została wymyślona (i napisana) przez znanego pisarza Howarda P. Lovecrafta. Na jej temat powstało mnóstwo spekulacji, domysłów oraz mitów.
Sam tytuł dosłownie oznacza „księgę imion umarłych”. Inna wersja podaje, że arabski tytuł „Kitab Al. Azif” ma oznaczać wycie demonów. Jego autorstwo przypisuje się żyjącemu w VIII wieku n.e. Arabowi, Abdulowi Alhazredowi, o którym niewiele wiadomo. Jego biografię można odtworzyć jedynie na podstawie wtrętów w tekście samego „Necronomiconu”. Wedle tych wzmianek dużo podróżował, m.in. do Aleksandrii, Babilonii i Pendżabu, znał wiele języków, choć nazywano go także „szalonym Arabem”. Zajmował się okultyzmem, a szczególnie badaniem przeszłości. Efektem jego poszukiwań miał być właśnie „Necronomicon”.
Jeśli chodzi o samą księgę, to nic nikomu nie wiadomo o istnieniu rękopisu arabskiego, choć badacze przeszukiwali księgozbiory w Indiach, Egipcie, a nawet Bibliotekę w Mekce. W X wieku miała zostać przetłumaczona na grekę przez niejakiego Theodorusa Philetasa, który nadał dziełu znany obecnie tytuł. Tłumaczenie to także się nie zachowało. Istnieje jednak tłumaczenie „Necronomiconu” pochodzące z XV wieku (a nie z XVII, jak utrzymuje Lovecraft), dokonane przez niemieckiego mnicha Wormiusa, który był sekretarzem Wielkiego Inkwizytora, Tomasa de Torquemady. Podejrzewa się, że rękopis „Necronomiconu” mógł zostać przejęty podczas prześladowań hiszpańskich przechrzczonych żydów, którzy zostali uznani przez Torquemadę za grupę „nie dość czystą w swych wierzeniach”. Ze strony Wormiusa szaleństwem było tłumaczenie i publikowanie „Necronomiconu” w owych czasach. Księga została uznana za herezję, a jej nakład spalono (nota bene wraz z autorem), wysławszy jednak wcześniej kopię Trithemiusowi, opatowi ze Spanheim. Niektórzy podejrzewają również, że jeden egzemplarz zawędrował w tajemniczy sposób do Biblioteki Watykańskiej.
Niemal sto lat później, pod koniec wieku XVI, kopia tłumaczenia Wormiusa pojawiła się w Pradze, gdzie gościł wówczas John Dee wraz ze swoim asystentem, Edwardem Kelleyem (ta dwójka jest znana jako twórcy magii enochiańskiej). Dee odkupił księgę od Jacoba Eliezera, zwanego „Czarnym Rabbim”, który uciekł z Włoch przed zarzutem nekromancji. W owych czasach Praga stała się prawdziwą Mekką dla magów, alchemików i szarlatanów wszelkiej maści, a to dzięki zainteresowaniom i sympatiom cesarza Rudolfa II.
„Necronomicon” odcisnął wyraźne piętno na Kelleyu – od tej pory charakter jego wizji (był on bowiem medium) zmienił się, a on sam komunikował się z przerażającymi istotami. Wkrótce potem opuścił Johna Dee, a ten drugi przetłumaczył księgę na angielski, jednak nie korzystał już z wiedzy w niej zawartej. Tłumaczenie to, wbrew twierdzeniom Lovecrafta, nie zostało nigdy wydrukowane, a trafiło do kolekcji Eliasa Ashmole (okultysty, który sam zajmował się magią enochiańską), a stamtąd do Biblioteki Bodlejańskiej w Oxfordzie. Nie wiadomo jednak, czy owo słynne „Grimoirium Imperium” to rzeczywiście tłumaczenie „Necronomiconu”. Jak nazwa wskazuje, księga ta zawiera potężne i niezwykle groźne zaklęcia, służące do zaklinania demonów znacznie starszych i potężniejszych niż te, które opisują „Kłódki Salomona”[1]
Obecnie spotkać można wiele wcześniejszych lub późniejszych „podróbek” „Necronomiconu”, jednak ich autorom wyraźnie zbywa na wyobraźni, czego nie można powiedzieć o Szalonym Arabie, Abdulu Alhazred.
„Necronomicon” opisuje, bada i analizuje świat mitów, legend, duchów sprzed Potopu. Alhazred miał prawdopodobnie dostęp do wielu obecnie nieistniejących i nieznanych dzieł. Poza tym autor pomagał sobie technikami magicznymi, a do tego był niezwykle zagorzałym i wnikliwym badaczem poszukującym znaczeń kryjących się w mitologii oraz świętych tekstach wielu religii. Jednym z powodów popularności księgi oraz jej autora może być niezwykle nowoczesne podejście i świeże, oryginalne uwagi tego drugiego. Niektóre przypuszczenia kojarzą się nieodmiennie z teoriami Daennikena. Alhazred twierdził, że przed Potopem Ziemię zamieszkiwały, oprócz ludzi, inne rozumne rasy, a większość wiedzy, jaką posiadła ludzkość, pochodzi właśnie od nich. Podzielał pogląd niektórych neoplatonistów, że Słońce jest jedną z wielu gwiazd, z których każda ma swój układ planet, a nawet własne życie. Ową teorię wzbogacił Alhazred spekulacjami natury metafizycznej. Wedle nich owe istoty z innych planet miałyby być częścią kosmicznej hierarchii ewolucji ducha. Był także przekonany, że udało mu się skontaktować z „Pradawnymi”, które ostrzegły go, że zamierzają powrócić i odzyskać panowanie nad Ziemią. Alhazred zinterpretował te ostrzeżenia w świetle Apokalipsy św. Jana, jednak odwrócił jej zakończenie, w którym Bestia tryumfuje po stoczeniu wielkiej wojny obracającej Ziemię w perzynę.
Interesujące jest pytanie, dlaczego Lovecraft utrzymywał, że wymyślił „Necronomicon” i całą jego historię. Prawdopodobnie skłoniły go do tego dwie osoby – Aleister Crowley, najsłynniejszy okultysta przełomu wieków XIX i XX oraz Sonia Greene, żona pisarza. Jaki jednak związek miała ta dwójka z przypisaniem sobie przez Lovecrafta autorstwa „Necronomiconu”?
Bez wątpienia Aleister Crowley czytał tłumaczenie Johna Dee, prawdopodobnie przeglądając pozostawione przez niego dokumenty. Bardzo wiele fragmentów „Księgi prawa” autorstwa Crowleya nosi znamiona podobieństwa do tłumaczenia Dee. Crowley twierdził, że pamięta tekst ze swojego poprzedniego życia, kiedy to był Edwardem Kelleyem, asystentem elżbietańskiego naukowca. Jednak Crowley nigdy nie wspomniał o „Necronomiconie” w żadnej ze swoich prac, zaś źródła, z których korzystał, skrzętnie skrywał. Istnieje podejrzenie, że „Liber 777”, który Crowley przypisuje sobie, jest po prostu plagiatem prac Allana Benneta (nauczyciela Crowleya). Być może, kiedy Crowley zdał sobie sprawę, do jakiego stopnia przepisał fragmenty „Necronomiconu” w swojej książce, postanowił w ogóle o nim nie wspominać.
W 1918 roku Crowley bawił w Nowym Jorku, pragnąc ugruntować swoją pozycję jako pisarza. Wtedy właśnie poznał Sonię Greene i nawiązał z nią nieregularny, acz burzliwy romans. Kiedy Sonia wyszła za mąż za Lovecrafta, ten miał już na koncie powieść „The Nameless City”, w którym wspomina nazwisko Abdula Alhazreda oraz książkę „The Hound”, w której z kolei po raz pierwszy przywołuje „Necronomicon”. Prawdopodobnie Sonia wpłynęła na męża, aby nie kompromitował Crowleya i nie zdradzał prawdziwej historii „Necronomiconu”. Jednocześnie nie ma dowodów, że Lovecraft w ogóle widział „Necronomicon” lub znał jego treść. Jednakże to, co sam o nim napisał, do złudzenia przypomina treść antycznej księgi.
Zupełnie inna teoria mówi, że „Necronomicon” jest od początku do konca wymysłem Lovecrafta i że taka księga w ogóle nie istnieje, podobnie jak jej autor. Imię Abdul Alhazred to pseudonim, który wymyślił pięcioletni Lovecraft po przeczytaniu „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Teoria ta głosi, że esej „Historia Necronomiconu” był po prostu literacką prowokacją pisarza. Na dowód tego przytacza się stwierdzenie Lovecrafta, że kopia owego grimuaru znajduje się w bibliotece w Arkham, które to miasto było wytworem jego literackiej fantazji i pojawiało się w jego innych utworach. Kiedy już „Necronomicon” stał się popularny w kręgach czytelników, ktoś podłożył kartę biblioteczną tej księgi do katalogu biblioteki w Yale, a pewien księgarz wymienił ją wśród swoich tytułów – zapewne w celach reklamowych. Tak oto narodziła się legenda...
Badacze rozpoczęli poszukiwania, w rezultacie których doszli do wniosku, że Lovecraft mógł zupełnie przez przypadek wpaść na dzieło już istniejące, mimo że nie zdawał sobie z tego sprawy (tłumaczono to teorią podświadomości). Później usiłowano dopasować istniejące arabskie rękopisy do opisywanego przez Lovecrafta działa i tak w końcu powstał „Necronomicon”.
Która ze stron sporu ma rację, nie wiadomo. Zwolennicy teorii istnienia legendarnego grimuaru twierdzą, że jego kopie istnieją i były używane. Prawie wszystkie znikły w tajemniczych okolicznościach w latach trzydziestych XX wieku, w tym także tłumaczenie Dee. Tłumaczenie Wormiusa zostało przeniesione z Biblioteki Bodlejańskiej do skarbca, w którym w czasie wojny przechowywano Klejnoty Koronne Wielkiej Brytanii. Obecnie „Necronomicon” nie figuruje w żadnym dostępnym katalogu bibliotecznym (mam na myśli „prawdziwy” Necronomicon a nie podróbki), zaś los zaginionych egzemplarzy jest nieznany. Tak czy owak, sama legenda otaczająca „Necronomicon” wywarła niezatarty wpływ na okultyzm, bez względu na to, czy księga ta istnieje, czy nie.
[1] Kłódki Salomona („Salomonis Clavicule”) znana jest także pod tytułami: „Prawdziwa księga magiczna” oraz „Tajemnica tajemnic”. Autorstwo tego najsłynniejszego chyba w tradycji magii europejskiej grimuaru przypisuje się biblijnemu królowi Salomonowi. Zawiera spis znanych w starożytnym świecie formuł, zaklęć i rytuałów magicznych. Księga krążyła i nadal krąży w niezliczonych wydaniach, została przetłumaczona na niemal wszystkie języki europejskie. Najstarszy znany egzemplarz napisany jest po grecku i pochodzi z VI wieku n.e., podczas gdy najnowsze wydania można kupić w okultystycznych księgarniach. W grimuarze (grimuar to magiczny podręcznik zawierający rozmaite informacje na temat zaklęć, rytuałów, formuł, odpowiedników magicznych oraz przygotowywania magicznych rekwizytów) znaleźć można instrukcje wykonania magicznego kręgu, przywoływania duchów, korzystania z sygili, kwadratów magicznych itd. Oryginalna księga posługuje się symboliką hebrajską i egipską, jednak w późniejszych wersjach zamieniono ją na symbolikę chrześcijańską. Niektórzy tłumacze postępowali z nią bardzo dowolnie, w związku z tym trudno dziś znaleźć wersję bliską oryginałowi. Pewna intrygująca wersja „Kłódek Salomona” nosi tytuł „Prawdziwa czarna magia” i zajmuje się szczegółowo ciemną stroną magii opisywanej w dziele oryginalnym.
Grafika użyta w artykule jest autorstwa airosche, na Creative Commons.