Rozmiar tekstu
 

 

Pamiętasz może moją historię Wielkiego Rytuału, którą opowiadałem Ci kilka miesięcy temu? Dzisiejsza opowieść będzie jej bezpośrednią kontynuacją... jak wszystko na tym świecie. Z tego, co opowiadają nam Pierwsi, Horus po swoim przeistoczeniu przez prawie tysiąc lat lizał swoje rany. Nie te fizyczne, gdyż te nie były dla niego żadnym problemem. Walczył z własną psychiką. Goił stare zadry, by wreszcie powstać, niczym mityczny Feniks z popiołów, do ponownej walki.

Niestety w walce tej był mocno w tyle. Set nie poświęcił tego tysiąca lat na bezowocnym rozpamiętywaniu przeszłości. Tak już jest na tym świecie, że tych naprawdę złych nie męczą wyrzuty sumienia... A w tym czasie Wąż uczynił naprawdę wiele. Odbudował swoją potęgę sprzed ostatniej bitwy z Ozyrysem i Horusem. Ba, rozrosła się ona do potężnych rozmiarów. Opanował praktycznie cały Egipt i, chociaż nie ujawniał się, był cały czas na miejscu. Pilnował swoich spraw. Tym razem wcześniejsza klęska nie mogła mieć miejsca...

Całe szczęście mylił się ogromnie! Horus stanął do walki! Poprzysiągł pomścić swojego ojca, a także lud, który stał się teraz tłumem podległym niemal w całości Mrocznemu. Horus w miejscu zwanym Synajem spędził wiele lat i tam rozpoczął tworzenie organizacji (jeśli można mi użyć tak nowoczesnej nazwy), która miała stawić czoła złu i wyzwolić Khem spod jego władzy. Swoich członków organizacja czerpała z tych, którzy nie dali się zwieść fortelom Seta. Schronienia udzielili im garou z plemienia Bezszelestnych. Ci jednak mieli wielu własnych wrogów, przez co nie byli oni tak mocnym sprzymierzeńcem, jakiego potrzebował Horus. Za to Bubasti powrócili na łono matki i porzucili zakusy Apopisa. Spółkowanie z Setem było przeszłością (przynajmniej dla większości). Ciemni, silni, szybcy i zwinni - wszyscy byli gotowi wspomagać naszego ojca. Ci, którzy pozostali przy Wężu skazani zostali na odtrącenie przez Gaję, boginię, którą przemienni nazywają Matką.

Potężnym sojusznikiem okazali się Mokole, krokodylołaki. Sam nie wiem, czy istnieją naprawdę, czy jest to tylko legenda lub mit. Być może to one właśnie stały się przyczyną powstania legend o smokach, gdyż podobno to je najbardziej przypominają swoim wyglądem. Więc jeśli wierzyć podaniom, Mokole stali się częścią pierwszej Ligi. Ale i z nimi Horus miał problemy. Po każdej śmierci ich wodza, Ojciec musiał negocjować z nowym przywódcą warunki współpracy. Tak to już jest na tym świecie... Ale kontynuujmy.

Wszyscy Przemienni byli szalenie trudni we współżyciu. Długowieczni, spirytualni. Ich bogata i starożytna kultura pamiętała jeszcze czasy tzw. Impregium, które podobno było czasem, gdy ludzie nie wychylali nosa ze swoich jam w obawie przed stratą głowy. Zaprawdę, powiadam Ci, że jeśli jest to prawda, to był to najbardziej barbarzyński okres w historii Ziemi, zwanej przez niektórych Gają. Dlatego też śmiertelnicy byli przez nich uważani za bydło i tak też traktowani. Horus jednak potrzebował sił, potężnej armii. Musiał utrzymywać ze wszystkimi pokój. Nawet za cenę podlenia się i skamlania o pomoc! To chyba najbardziej niechlubny okres naszej historii...

Nieco lepiej sprawa się miała w przypadku wampirów zwanych Dziećmi Ozyrysa, a będącymi jego potomkami. Setki lat ich egzystencji wpłynęły znacznie na ich zachowanie. Kiedyś skore do każdej, nawet najmniejszej potyczki, teraz zgłębiały wiedzę o otaczającym ich świecie i kontemplowały siebie. Szukały pokoju i czegoś, co zwały Golkondą... Podobno jest to zmycie ich grzechu i ponowne przywrócenie człowieczeństwa... Sam nie wiem, czy jest to tylko mit. Jeszcze jedna, biała kartka w Księdze Istnienia... Sam spotkałem zaledwie trzech przedstawicieli tego rodu, czy klanu... zapomniałem jakiej nomenklatury używają krwiopijcy... Wybacz mi. Jaka szkoda, że zostali oni unicestwieni. Zaprawdę, powiadam Ci, że gdyby wszyscy przeklęci byli tacy, jak oni, to na pewno Set nie podniósłby ręki na swojego brata, a brat przeciw niemu. Cała ta bezsensowna wojna nie miałaby miejsca... ale nie istnielibyśmy również my. Każda moneta ma dwie strony.

Skończmy jednak marudzenie. Wróćmy do opowieści, bo chyba to ona najbardziej Cię interesuje. Prawda? Otóż Horus nie znalazł w nich wojowników, ale za to okazali się wspaniałymi doradcami i pomocnikami. Co prawda nie poszukiwali zemsty, ale mieli głęboki wgląd w naturę wampiryzmu, tak obcą Odrodzonemu królowi.

Ach tak. Oczywiście także i Wy, śmiertelni odegraliście swoją rolę w wojnie. Słyszałeś o magach? Nie chwaląc się, Egipcjanie byli kiedyś najlepsi w swoim "fachu". Każda moneta ma jednak dwie strony - wielu z nich skusiła potęga, którą oferuje zło. Wybrali walkę u boku Seta, nie domyślając się nawet, że Set jest tylko pionkiem w dużo większej grze - rozgrywce dobra ze złem. Ale nie wszyscy zostali omamieni blaskiem sztucznego złota. Pamiętasz może Izydę, matkę Horusa? Po wybraniu śmiertelnego życia, poświęciła się kształceniu biegłych w sztuce Hekau. Zwali się oni Kultem Izydy. Co by o nich nie powiedzieć, wiedzieli jak walczyć. Ale byli tylko zwykłymi śmiertelnikami... po drugiej stronie magowie byli tak samo, jeśli nie bardziej, biegli w posługiwaniu się orężem i magią. Znowu sytuacja patowa... - zarówno Set, jak i Horus umacniali swoje pozycje. Ten pierwszy rozbudowywał siatkę swoich sług i szpiegów, a na tronach ówczesnych państw obsadzał swoje marionetki. Drugi starał się pozyskać jak najwięcej sprzymierzeńców w swojej walce... ale niestety jego energia życiowa - nazywamy ją "Ba" - uległa wyczerpaniu. Jego dusza musiała się udać na spoczynek do Amenti.

Kiedy jednak obudził się, jego oczom ukazało się wiele zmian. Khem znowu było jednością, zjednoczonym państwem. Czynu dokonał tego Menes, który założył nową dynastię. Horus podejrzewał, że jest on tylko marionetką w rękach Węża, ale dowodów na to nie znalazł. Powrócił do przerwanych wcześniej zajęć. Jedyną rzeczą, którą ujrzał był chaos i ruiny tego, co wcześniej stworzył. Jego Ozyriańska Liga leżała teraz w gruzach. Co z niej pozostało? Przymierza między zmiennymi już dawno przestały obowiązywać, a one same powróciły do wcześniejszych zajęć... mordowania się nawzajem. Dzieci Ozyrysa zostały wygnane przez Wyznawców Seta poza granice Egiptu. Podobno na tereny helleńskie. Któż z nas może powiedzieć, dokąd udały się na swoją tułaczkę... Magowie? Ach, została ich nędzna garstka. Młokosi, nowicjusze lub starcy, mogący ledwo wstać z krzesła. W dodatku strażniczką Zaklęcia Życia była Eris, kapłanka tak stara, że w zasadzie ledwo pamiętała cokolwiek... nie mówiąc już o samym zaklęciu. Zastanawiam się, jak zareagował wtedy Horus. Jego żmudna, przeszło stuletnia praca poszła na marne. Nikt nie mówi o szale, który go wtedy ogarnął. Trwał on podobno trzy dni i trzy noce bez przerwy. Po czym Horus padł wyczerpany. Po powrocie do sił zaczął od nowa. Zebrał niedobitki, które pozostały mu wierne i udał się na Pustynię Nubijską. Znowu zastanawiał się nad swoimi celami i środkami do ich osiągnięcia. Wówczas doszedł do wniosku, że sytuacja będzie wyglądała tak samo, ilekroć on będzie odchodził na spoczynek. Wiedział, że zadanie sprawowania władzy podczas swojej nieobecności musi powierzyć komuś nieśmiertelnemu. Wampiry, którym mógł zaufać nie były w stanie walczyć. Jak już wspominałem, poświęciły się one wędrówce w głąb siebie. Poza tym nie wiedział, gdzie ich szukać... Postanowił stworzyć więcej Odrodzonych. Tylko ich uważał za czystych i godnych uczestnictwa w jego wojnie. Wyruszył na samotną wędrówkę po Khem. Poszukiwał podobnych do siebie - mścicieli i zawadiaków. Ludzi, którzy jednocześnie poszukiwali zemsty i byli na tyle czyści, żeby nie powierzać Daru byle komu. Tak Horus powoli tworzył swe zastępy nieśmiertelnych. Za cenę życia, otrzymywali nieśmiertelność. Nie muszę chyba mówić, że niewielu odrzuciło taką propozycję... Jedną z pierwszych mumii byłem ja, Khaleb. Wreszcie Liga nie pozostawała bez dowódców i mogła ona trwać. Przynajmniej na tyle, na ile pozwalały na to stosunki pomiędzy poszczególnymi rasami zmiennych. Interesujesz się tym, więc powinieneś wiedzieć, jak antagonistyczne stosunki potrafią one czasami utrzymywać. Czasami sami zabijają całe swoje plemiona. Niby walczą w obronie swojej matki, Gai, ale w ich postępowaniu jest coś niepokojącego. Coś, co nie pozwala do nich dotrzeć. Być może jest to ich pierwotny instynkt... a może skaza, którą Apopis wywarł na ich duszach i ciałach. Znam opowieść o całym plemieniu, które przeszło na stronę Węża, ale opowiem Ci ją kiedy indziej.

My, nowostworzeni uczyliśmy się. Z każdym dniem poszerzaliśmy swoją wiedzę. Zarówno o istocie naszej nieśmiertelności, jak i o tym, jak powinniśmy walczyć. Wysłuchiwaliśmy starych opowieści, dzięki którym mogliśmy poznać stare błędy, żeby ich więcej nie powtórzyć. Wspaniałymi bajarzami okazali się Eshu. To dzięki ich opowieściom możesz poznać losy mumii sprzed mojego przeistoczenia.

Mijały dni, lata, wieki... nastała era piramid. Wówczas okazało się, jak daleko naprawdę sięgają macki zepsucia. Set wszędzie miał swoich ludzi, na granicach czaiły się kohorty Przeklętych, łasych na bogactwa Egiptu, który przeżywał wtedy swój złoty wiek. Do tego ziarna zepsucia, które śmiertelni znajdowali pod ziemią, zasiane tam przez Apopisa. Wówczas Horus, pod naszymi naciskami, ugiął się. Postanowił, że zostaną stworzeni kolejni nieśmiertelni. Członkowie Kultu Izydy mieli wyszukać odpowiednich kandydatów. Poszukiwania były żmudne, a i tak przez około tysiąc lat stworzono nie więcej, niż dwa tuziny Odrodzonych. Nie wszyscy jednak chcieli słuchać nauk swojego ojca. Tak to już bywa z niesfornymi dziećmi, że odchodzą. Pierwszym z tych, którzy odeszli był Ishmael. Znałem tego człowieka... Nie był on pewny tego, czy naprawdę chce walczyć w nie swojej wojnie. Nieśmiertelność stała się dla niego dążeniem do doskonałości. Mógł poświęcić całe stulecia na naukę. Odszedł. Stał się inspiracją dla wielu podobnych sobie. Nie ukrywam, że sam chciałem podążyć jego śladami, ale strach przed gniewem Ojca stał się dla mnie przeszkodą nie do przebycia. Jak się okazało moje obawy były słuszne. Wybuch Horusa był, podobno, tak gwałtowny, jak ten, o którym krążą legendy pośród Eshu. Wyklął on Ishmaela i tych, którzy za nim podążyli. Swoim generałom nakazał bezwzględne tępienie tego odłamu. Zakazał jakiegokolwiek kontaktu z nimi. A jeśli ktoś spotka Ishmaelitę - tak nazwał ich Horus - ma go zabić. Zostali skazani, jednak wykonanie wyroku odroczono, lub całkowicie odwołano. Większość z Wyklętych była naszymi przyjaciółmi. Znaliśmy ich. Ciężko jest Ci wymazać imię kogoś, z kim spędziłeś kilka stuleci... Niewykonalne. Toteż stali się oni naszymi oficjalnymi wrogami... nieoficjalnymi - przyjaciółmi.

Czas jest nieubłagany. Tak szybko mija. Trzeba zostawić sprawy przeszłe i zająć się przyszłymi. Przez stulecia świat wokół nas zmieniał się tak gwałtownie, niczym sam Nil. Na tronach zasiadali kolejni faraonowie. Powstawały coraz to nowe pomniki ich, nie zawsze dobrej, władzy. O Secie prawie wtedy zapomnieliśmy, goniąc za coraz to wspanialszymi nowinkami. Ale Wąż Bratobójca czuwał. Zawsze świadom tego, co się wokół niego działo. Zawsze gotowy do wykorzystania odpowiedniego momentu. Taki nadarzył się podczas okresu niepokoju w państwie. Za namowami Seta, inni Kainici z rodu zwanego Brujah ruszyli na Egipt. Zwali się oni Hyksosami. Bez trudu podbili niestabilne i podzielone państwo. Rządzili nim brutalnie i gwałtownie, ale całe szczęście krótko - minęło zaledwie stulecie, kiedy zostali przez nas wyparci. Wreszcie zjednoczeni! Śmiertelni obok nieśmiertelnych, zmienni obok zmiennych. Jakże wspaniały czas! Ale nigdy nie potrafiliśmy żyć w zgodzie - wszystko rozsypało się od nowa, niczym zamek z piasku, tak często wznoszone przez Wasze dzieci nad morzami. Znowu upatrywaliśmy w tym działalność Seta. Mieliśmy rację. Dowiedział się on o naszym istnieniu, ale nie wiedział, jak nas pokonać. Wysłał cały swój pomiot, żeby nas zniszczył. Po części jego słudzy wykonali swoje zadanie - zniszczyli wiele śmiertelnych powłok naszych towarzyszy. Nie wiedział jednak, że nie da się tak łatwo unicestwić Odrodzonego. Ale strata ziemskiej powłoki okazuje się, nie tyle śmiertelne, co denerwujące. Zrekonstruowanie ciała zajmuje nieco czasu... a tego nawet w wieczności brakuje. Zwłaszcza, gdy tyle się dzieje. Musieliśmy jakoś o nie dbać. Wtedy zaczęliśmy wykuwać sobie schronienia w skałach... nazwaliśmy je Domami Prawdy, albo Doliną Królów - była to olbrzymia nekropolia.

Znowu nastąpiła konsternacja. Podczas tych wieków każdy z adwesariuszy pomnożył swoje wojska. Ale żaden z nich nie był w stanie osiągnąć jakiejś znaczącej przewagi. Horus cały czas nadrabiał kilkaset lat opóźnienia w stosunku do Seta, ale szło mu to nadzwyczaj sprawnie. Ale był zbyt wyczerpany, by dalej walczyć. Znowu musiał odejść na zielone równiny Amenti, by zregenerować siły.

Podczas nieobecności Horusa wiele się zmieniło. Co prawda znam to tylko z opowiadań, gdyż udałem się na spoczynek mniej więcej w tym samym czasie, ale i tak postaram Ci się to streścić. Przeniesiono stolicę do Aleksandrii. Wielu z nas zwróciło się ku sobie. Poświęcili się własnym sprawom, przenosząc się jednocześnie do nowego miasta. Egipt stał się wtedy bardziej otwarty i przystępny. Z jednej strony było to lepsze, gdyż państwo rozwijało się nad wyraz prężnie - Egipt stał się miejscem, gdzie można było można kupić i sprzedać różne, egzotyczne i rzadkie towary. Z drugiej strony przyciągał też element niepożądany - kolejnych krwiopijców. Z Grecji powróciły Dzieci Ozyrysa i osiedliły się niemal w całości na terytorium miasta. Ale i pojawili się Toreadorzy - gnuśni i butni, jak sami siebie zwali, "artyści". W rzeczywistości ich talent ograniczał się tylko do schlebiania samym sobie... Co prawda byli oni dosyć małym problemem, ale za to szybko rośli w siłę. Razem z nimi przybywali także inni krwiopijcy: Ventrue - arystokraci, wspomniani już Brujah - wspaniali, ale głupi i porywczy wojownicy, Tremere - tajemniczy klan, nigdy nic o nich nie wiedzieliśmy, ale władali oni potężną magią. Nieoczekiwanym sojusznikiem... choć nie do końca, stali się Assamici. Nigdy nie udało nam się włączyć ich w szeregi Ligi. Ba, nawet nie udało się przeprowadzić jakichś rokowań. Ale za to byli nieocenieni w eksterminacji sobie podobnych. Czynili to w sposób, z którym nigdy się nie zgadzaliśmy, ale to i tak lepsze, niźli kolejni zabójcy na usługach Seta.

Co jeszcze? Ach tak! Kult Izydy... niemal zupełnie o nim zapomniałem. Działo się w nim dosyć sporo. Częste przetasowania, nazwijmy je "kadrowymi" stały się zmorą tej organizacji. Poza tym magowie zatracili się w swojej potędze. Ślepa uliczka mocy. Także stali się leniwi, gnuśni i zapatrzeni w siebie. Chcieli dostosować świat do własnych potrzeb. Jednak doprowadzili swój kult do upadku. Jeśli dobrze pamiętam, to ostatnim kapłanem Kultu Izydy był niejaki Nikos, z pochodzenia Macedończyk. Rozpaczał on straszliwie nad zachowaniem magów. Świadom był rychłego upadku. Chciał to zmienić. Znał sekret Wielkiego Rytuału i chciał się nim podzielić. Chciał, aby był to ktoś godny. Na pewno nie jeden z tych pijaków... wybór padł na młodego adepta sztuki magicznej, Egipcjanina. Jego imię na zawsze zostało wymazane ze wszystkich ksiąg. Dlaczego? Wąż sięgnął aż do gniazda, aby ukraść z niego jajka. Kapłan okazał się wyznawcą Seta. Miał wykraść Wielki Rytuał. Po przekazaniu mu sekretu, zabił on Nikosa. Niebiosom dzięki, że zdrajca okazał się totalnym idiotą... choć, czy aby na pewno? Nie zapamiętał dokładnie całej formuły zaklęcia, lub po prostu zabił maga za wcześnie. Myśląc jednak, że posiada kompletną wersję, pobiegł z tym do Seta. Wąż nie czekał. Wybrał z pośród swoich wyznawców siedmiu najlepszych i najwierniejszych. Mieli się oni stać jego nowym Legionem Ciemności. Coś poszło, jednak, nie tak. Jak już wspominałem Rytuał okazał się niekompletny. Po zabiciu ludzi i jego odprawieniu do ciał wróciły ich niekompletne dusze... lub coś zupełnie innego. Niektórzy mówią, że dusze rozpadły się na kawałki i ponownie połączyły, ale do zgubione fragmenty zastąpiły nowe - podobno fragmenty bytu samego Apopisa. Powrócili, ale całkowicie odmienieni psychicznie i fizycznie. Straszliwie zdeformowani i wykrzywieni psychicznie. Stali się odbiciem prawdziwego zła, którego obawiał się nawet sam Set. Ta wersja Rytuału nie została nigdy rozpowszechniona, a sam obrządek - już nigdy nie powtórzony.

Tak powstały Dzieci Apopisa, o których także już kiedyś Ci opowiadałem... Nie widziałem żadnego z nich. Szczerze mówiąc nie chciałbym spotkać żadnego z nich. To jak bym patrzył w paszczę szaleństwa... w paszczę Apopisa.

I przebudził się Horus. Natychmiast jego generałowie wyjaśnili mu, co się wydarzyło podczas jego nieobecności. Tym razem nie wywołało to wściekłości Horusa. Przyjął to spokojnie. Ale zaczął wędrować po Egipcie i podziwiać zmiany, które zaszły. Rozmyślał. Pojawiło się nowe, bardzo agresywne imperium w basenie Morza Śródziemnego, zwane Rzymem, na Bliskim Wschodzie rozprzestrzeniała się nowa, prężna religia, w której, o dziwo, wyznawano jednego boga. Horus już wcześniej spotkał się z takim rodzajem kultu, ale nigdy wyznawcy nie charakteryzowali się taką gorliwością w swoich wierzeniach. Gotowi byli nawet oddać swoje życie za wiarę. Horus podejrzewał, że jest to sprawka jednego z Shemsu - Heru, ale nie miał ku temu żadnych dowodów.

Egipt upadł. Nie został podbity (co zdarzało mu się wielokrotnie w jego historii), gospodarka nie upadła, ludzi nie wytrzebiła żadna zaraza. Padli ofiarą klątwy. Zło zadomowiło się na ich ziemi, toteż doprowadziło ono do jej upadku.

Myśli Horusa skierowały się na zupełnie inne tory. W obliczu tak wielu zmian, musiał rozszerzyć swoje strefy wpływów. Zwołał wszystkich mu wiernych Shemsu - heru i ogłosił Diasporę. Wszyscy z nas mieli rozjechać się po całym świecie i tam przygotowywać się na wezwanie Króla. Wezwanie do Wielkiej Bitwy. Za nim to jednak nastąpiło, Horus ogłosił swoje prawa, których każdy z mu wiernych miał przestrzegać. Wyruszyliśmy, żeby poznawać świat, żeby poznawać swoich wrogów i spotykać nowych sprzymierzeńców w swojej walce. Znowu otworzyliśmy się na świat. Tym razem rzeczywiście. Czy wyszło nam to na dobre? Sam nie wiem...

A Liga? Nie... nie, data ogłoszenia Diaspory nie była datą upadku Ligi. W rzeczywistości upadła ona wcześniej... dużo wcześniej. Nie wniosła ona niczego nowego, a jedynie ochroniła Egipt i opóźniła działania Seta.

To już koniec na dzisiaj. Wyjrzyj przez okno, już świta. Powinieneś już iść do domu i zostawić mnie w spokoju. Mi także należy się chwila wytchnienia. Czy możesz przyjść jutro? Sam nie wiem, czy jutro jeszcze tu będę... zobaczymy. A teraz znikaj. Muszę odpocząć...


Komentarz w tym Artykule
Musisz Zalogować się lub Zarejestrować aby wziąć udział w tej dyskusji.