| "Can you feel the pain that I feel? NO! So let me tell you about what is real GO! The pain inside it kills me, I cry SO! What is it that makes us tick? Can you hear the cries that I cry? WHY! Leave me alone, I'm ready to die DIE! For me I lie to myself, I deny Just what is it that makes us tick?" |
Czy czujesz ból, który, który ja czuję? NIE! Wiec pozwól mi powiedzieć Ci co jest prawdziwe IDŹ! Ból wewnątrz zabija mnie, płaczę WIĘC! Co jest motorem naszego działania? Czy słyszysz moje płacze? DLACZEGO! Zostaw mnie samego, jestem gotowy umrzeć UMIERAJ! Dla siebie okłamuję siebie samego, zaprzeczam Tylko co jest motorem naszego działania?* |
Biohazard, State of the world adress, What is it that makes us tick
Wiec potrafię zmieniać rzeczywistość, potrafię patrzeć w przyszłość. Nie wiem jak to się stało, nie wiem dlaczego jeszcze wczoraj byłam tylko zwykłym hippisem, a dzisiaj posiadam taką moc. Może jest to związane z koszmarami jakie śniły mi się od tygodnia, może nie ma z tym nic wspólnego. Może tylko za mocno wczoraj przyćpałam i trzyma mnie do teraz. Może umarłam. Te myśli mnie wykończą, lepiej dam spokój. Ważne, że mam taki dar i mogę pomóc ludziom. Mogę w końcu oświecić ich w jakim cudzie żyją, mogę sprawić aby zrozumieli. Boże, mogę ich teraz niemalże wyzwolić, dać im na powrót jasne spojrzenie na świat, samodzielne myślenie. Dziękuję za ten dar, ktokolwiek mi go podarował, dziękuję.
Wczoraj rano obudziłam się przy tym facecie, który tak pięknie grał na gitarze, a którego głos sprawiał, że naprawdę czułam co chce przekazać w swej pieśni. Pieśni chwalącej świat, w którym przyszło nam żyć. On chwalił ten niedoskonały twór jakby był to największy cud jaki może zdarzyć się we wszechświecie. Tak, w jakiś sposób wiedziałam o tym wszystkim już wcześniej, jednak dopiero wczoraj dotarło to do mnie w całej okazałości. Cud świata, cud stworzenia. Miliony drobinek połączone w atomy, miliony atomów połączone w cząsteczki, każda inna, a jednak pasująca do reszty. Miliony cząsteczek tworzące poszczególne części komórek, miliony komórek tworzących tkanki i miliony tkanek tworzących organizmy. Miliony cząstek nieożywionej materii. Miliony organizmów, energii i przedmiotów współgrających ze sobą w nieskończonym tańcu. Tańcu tworzenia, tańcu istnienia, tańcu rozpadu. Ta myśl sprawia, że płonę z podniecenia, zupełnie jak kiedy wieczorem kładłam się obok tego faceta. Dziwne, przedstawiał mi się, ale jestem w stanie przypomnieć sobie jego imienia, ani nawet wyglądu, wiem, że był, choć może nie... Wolę myśleć, że był, że istniał, że dał mi tą najwspanialszą noc mego życia. Na samą myśl ledwie mogę powstrzymać nadejście kolejnego orgazmu. Zresztą odpłaciłam mu, on dał mi nową radość życia, nowe uniesienie, nowe przeznaczenie, ja uratowałam mu życie. Może o tym nie wiedzieć ale zrobiłam to. Raz jeszcze dziękuję za dar, jakże się cieszę, że przyszedł w tym momencie, jakąż stratą byłaby śmierć tego człowieka. Ile kobiet nie dowiedziałoby się co znaczy prawdziwe uniesienie, iluż ludzi nie dowiedziałoby się w jakim nieskończonym pięknie przyszło im żyć, jakże wiele osób nigdy nie poznałoby co to znaczy pasja, ileż istot straciłoby szansę na naukę dawania siebie innym.
Kiedy dotykałam jego ręki leżąc jeszcze w łóżku widziałam jak przy śniadaniu wkłada rękę do kieszeni spodni i wyjmuje małą torebeczkę. Widziałam jak zażywa i nachyla się na powrót nad herbatą i bułkami. Widziałam jak kilka minut później osuwa się z krzesła, jak niemiarowo oddycha, jak przez zaciśnięte gardło wypowiada ostatnie słowa, widziałam jak umiera, jak spogląda na mnie i jak jego twarz w ostatniej sekundzie życia robi się smutna. Wyrzuciłam torebeczkę, opróżniłam jego kieszeń kiedy jeszcze spał, spuściłam w toalecie i wyszłam. Nie chciałam pytań, nie chciałam się tłumaczyć, byłam szczęśliwa i chciałam zacząć trenować swoją moc. Dotarło do mnie, że w tej rzeczywistości jest jeszcze tyle do doświadczenia, tyle do poznania. Tak wielu ludzi, którym można pokazać jak żyć, jak być szczęśliwym. Miałam nowe cele i chciałam je realizować jak najszybciej. Ja, osoba która zawsze wychodziła z założenia, że wszystko dzieje się koło niej wyruszała na krucjatę. Krucjatę, w której wrogiem była ludzka ciemnota przesłaniająca im radość życia, gdzie wrogiem były uprzedzenia i pogoń za pieniądzem. Śmieszne uważałam się za nowoczesnego krzyżowca, gotowego szerzyć wiarę w piękno świata i radość dawania, wśród ludzi, którzy zatracili takie pojęcia wieki temu.
Poranek był ciężki, ale już się do tego przyzwyczaiłem, powoli zmusiłem powieki do podniesienia się na tyle, aby rozejrzeć się po pokoju. Powoli też przypomniałem sobie o panience, która spędziła ze mną noc. Była niesamowita, nigdy jeszcze z kimś takim się nie spotkałem. Uśmiechnąłem się i ruszyłem ręką chcąc ją objąć, nic. Wziąłem większy zamach, gdzie ona się podziała? W jednej chwili stanąłem na prostych nogach. Jezu, przecież ona prawdopodobnie się Przebudziła. Była na krawędzi kiedy spotkałem ją wczoraj, po tej nocy tylko jakiś niewytłumaczalny przypadek mógł sprawić, że nadal pozostała uśpioną. Przecież musiała zauważyć, przecież musiała się chcieć dowiedzieć co się stało, chyba, że... Tak, spokojnie, trzeba to przemyśleć, trzeba jej poszukać, może wyszła tylko na chwile? Ubrałem się i poszedłem do kuchni, zrobiłem sobie śniadanie i zacząłem skupiać się na znalezieniu mojej nocnej kochanki. Jeśli się przebudziła to musiała powstać wieź. Nigdy już mnie nie zapomni, zawsze też będę w stanie ją znaleźć. Tak to już jest między członkami mojej Tradycji, to jedna z niewielu rzeczy, które jako Tradycję nas identyfikują. Chwila, przecież ona nic o Tradycjach nie wie, nic jej nie powiedziałem, szlag by to, przecież ona nawet nie wie, że ja jestem również Przebudzonym. Na dodatek nie mogę jej znaleźć. Zjadłem śniadanie, zostawiłem klucz od mieszkania kolegi w umówionym miejscu, zabrałem gitarę i ruszyłem dalej w trasę. Nie mogę jej znaleźć, albo ona tego nie chce, albo jest jednym z zaklętych bytów, nigdy nie zostanie znaleziona, dopóki sama tego nie zechce. Wędrowałem przez kolejne dni, przez kolejne tygodnie, miesiące i lata. Czasami docierały do mnie szczątkowe informacje o magini, która dokonywała różnych czynów. Raz podobno zupełnie przypadkiem dokonała przebudzenia kolejnej osoby, jednak ta zginęła krótko po tym, nieświadoma świata, namierzona przez agentów Syndykatu. Innym razem doszły mnie słuchy, iż w Egipcie stoczyła otwartą walkę z Nephandusem dawno uważanym za zmarłego i wygrała ją. Podobno nauczała tam przez jakiś czas, jednak kiedy dotarłem na miejsce, ludzie mówili tylko o pięknej kobiecie, która mówiła wieloma językami. Nie potrafili jednak, ani jej opisać, ani powiedzieć dokąd się udała. Moje przypuszczenia okazały się słuszne, zaklęty byt, nie można jej znaleźć, nie można zbadać.
Wiedziałem, że moje wysiłki są skazane na niepowodzenie. Wiedziałem, że najukochańsza dla mnie osoba, moja pierwsza uczennica, która nie dała mi szansy nauczać, nigdy już nie stanie na mojej ścieżce. Ja również jestem zaklętym bytem, mnie również nie da się znaleźć. Pewnego dnia natrafiłem na dziwnego człowieka, który dziwnie mi się przyglądał. Nie wiem dlaczego to zrobił, może uważał to za słuszne, na pewno od jakiegoś już czasu zaglądał w moje myśli, powiedział tylko "Jeszcze się spotkacie" i zniknął mi z oczu. Nie wiedziałem czy mu wierzyć, nie znałem go, ale kiedy na kolejnym Jumbo zapytałem o niego innych Kultystów powiedzieli, że to Eutanatoi skądinąd znany niektórym z nich. Wstąpiła we mnie nowa nadzieja, można o Eutanatosach powiedzieć wiele niedobrego, ale jeśli mówią, że coś się stanie, to na ogół mają podstawy by tak sądzić. Z nowymi siłami wróciłem do działania, nie musiałem już jej szukać, wiedziałem, że spotkamy się w swoim czasie i miejscu. Wróciłem do niemalże zapomnianego życia wagabundy. Jakież to wspaniałe uczucie znowu beztrosko śpiewać, nauczać, zdejmować ludziom klapki z oczu, nakładane przez życie w niewidzialnym uścisku. Zaprzyjaźniłem się nawet z jednym Wilkołakiem, twierdził, iż jest z Fianna. Nic mi to nie mówiło, ale nie pytałem, ja również nie byłem zbyt wylewny jeśli chodzi o moją Tradycję. Pić potrafił doskonale, śpiewał jeszcze lepiej, a i w kilku bitkach z zazdrosnymi o kobiety osiłkami uratował mi tyłek. Podobno wezwał go jego totem i opuścił mnie, ale obiecał wrócić. Znowu z optymizmem patrzyłem w przyszłość. I Czekałem, czekałem na ten dzień kiedy znów spotkam swoją ukochaną. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że ją kocham. Kiedy pierwszy raz o tym pomyślałem dotarło do mnie, iż kocham ją od początku, kochałem ją już zanim znaleźliśmy się w jednym łóżku. Kochałem ją od momentu kiedy pierwszy raz zobaczyłem jej twarz, a może już wcześniej, może spotkaliśmy się w innych wcieleniach?
Venice. Niekończąca się plaża. Mekka hippisów w podróży śladami Jima Morrisona, byleby tylko nie zakończyli tej podróży tak jak on. Biedny dureń miał niesamowite możliwości, a zmarnował je w najbardziej idiotyczny z możliwych sposobów.
- Witaj - rzucił z pewnym wahaniem w głosie na widok kobiety swojego życia.
Kobieta odwróciła się gwałtownie na dźwięk głosu, który dawno temu rozpoczął jej wędrówkę. Ciepło przebiegło przez całe jej ciało, a wspomnienia nocy sprzed prawie 10 lat stanęły przed oczyma, jakby wydarzyły się poprzedniego wieczora. Opanowała się szybko.
- Witaj - odpowiedziała spoglądając na jej największego dobro i złoczyńcę w jednej osobie, spojrzała na ocean.
- Czy... - nabrał powietrza - ...czy pamiętasz mnie jeszcze? - obojętność w jej zachowaniu zbiła go z tropu. Nie wiedział jak dużo się nauczyła, nie chciał korzystać z magyi, mogła to poczytać za obrazę, na sobie nie wyczuł żadnych efektów, choć był na nie przygotowany.
- Oczywiście, jak mogłabym zapomnieć - to prawda, nie dało się tego zapomnieć.
Nie dało się zapomnieć jak po spędzonej z nim nocy wyruszyła w swoją krucjatę. Nie dało się zapomnieć jak nie próbował jej szukać. Jak pozwolił rzucić się od razu na głęboką wodę, bez nauki pływania, i bez koła ratunkowego. Nie dało się zapomnieć jak po spotkaniu z człowiekiem, który mienił się Kultystą Ekstazy dowiedziała się, że miał obowiązek nauczyć ją świata na nowo. Nie dało się zapomnieć lat wzlotów i upadków, zwycięstw i porażek. Nie można nie pamiętać jak ludzie słuchali i wierzyli w jej przesłanie, a później wracali do domów i zapominali o jej istnieniu. Nie da się wymazać wspomnień o tych, którzy zwali się magami i wołali na nią sierota. Niektórzy byli mili, inni agresywni. Wszyscy chcieli, aby zaczęła iść ich ścieżką, wszyscy wyrażali dla niej współczucie. Zbyt silne są wspomnienia o nocy, która doprowadziła ją na tą plażę, nocy, której nawet namiastki nie zdołała znaleźć wśród niezliczonych kochanków. Zbyt duży jest szacunek, dla człowieka, który widząc o tym czy nie, otworzył jej oczy. Sprawił, iż w końcu zrozumiała to co zawsze było o jeden krok za daleko, jedno wejrzenie dalej niż wejrzeć była zdolna. Szacunek i podziw dla człowieka, który podążał jej drogą wcześniej od niej. Szacunek dla jego odporności na ścianę nieświadomości, z którą musiał, podobnie jak ona, zmagać się co dnia. Ambiwalentne uczucia targały jej sercem. Nie była w stanie podjąć decyzji czy rzucić mu się na szyję czy zmieść go z powierzchni ziemi. Podjęła inną decyzję, powiedziała mu o targających nią uczuciach.
Milczenie przedłużało się, on myślał nad tym co powiedziała, zastanawiał się czy jest sens tłumaczyć. Czy uwierzy w historię o zaklętych bytach? Nadal wiedziała mało o społeczności magów, nadal wiedziała niewiele o błogosławieństwach i przekleństwach zarazem, które są ich udziałem. Ona odpoczywała, zrzuciła z serca to co narastało w niej przez te wszystkie lata, kiedy nauczała i szukała. Szukała jego i dalszej wiedzy, teraz miała i jedno i drugie..., a serce wypełniała pustka.
- Teraz wiesz co oznacza być Kultystą Ekstazy. Czy chciałem tego czy nie. Czy Ty tego chciałaś czy nie. Wybrałaś naszą drogę. Pozostało Ci odpowiedzieć sobie na ostatnie pytania. Jeśli to zrobisz ja obiecuję, iż już zawsze, będziesz znała swoją ścieżkę. Wiesz już wszystko co powinnaś wiedzieć o życiu maga. Teraz jeśli zechcesz przekażę Ci cała swoją wiedzę, całe zebrane przeze mnie Doświadczenie, abyś mogła dalej postępować według swej woli, aby Ci to ułatwić. Twoja ścieżka jest dobra, podążaj nią.
- Jak brzmi pytanie? - puste serce pozwalało w spokoju pracować zajętemu mózgowi.
- Co sprawia, że nie zatrzymujemy się w połowie naszych krucjat? Co daje nam siłę, aby przeć naprzód mimo tak zawziętego oporu? Co pozwoliło Ci przetrwać te lata? - czekał na odpowiedź, ale ona tylko odwróciła się na pięcie i odeszła w zapadający nad plażą mrok.
Kiedy wszedł do willi przyjaciela na przedmieściach Paryża, był zupełnie nieświadomy tego co miało go spotkać. Śmiało ruszył do ogrodu, wiedział, że przyjaciel będzie pewnie przy basenie. Siedział nad wodą, paląc fajkę wodną, znajomy, wydobywający się z niej zapach podrażnił nozdrza przybysza.
- Witaj bracie, rozgość się, zapalisz? - nie trzeba było wielu słów, aby tych dwoje się przywitało.
- Witaj, kiedy zwali się reszta? - zapytał, wiedząc, iż ten dom, rzadko bywa pusty.
- Niebawem, była tu jakaś laska, zostawiła dla Ciebie list, nie znam jej - skinął na pokojówkę, w aż nadto kusej spódniczce, weszła do budynku.
Po chwili wróciła wręczając nie podpisaną kopertę. Zrobiło mu się gorąco, kiedy otwierał, czuł dotyk Jej dłoni na kopercie, całkiem niedawno, jakby była w pobliżu. W środku znalazł tylko kilka słów "Pasja, mistrzu, bez pasji jesteśmy straceni". Nie "brał" nic od Tamtej nocy, od poranka, w którym zauważył, że kieszeń jego spodni jest pusta, że Ona nie chciała, aby to wziął. Teraz pociągnięcie z fajki, które wykonał, zaraz po schowaniu listu do koperty, zabiłoby słonia. Opadł spokojnie na leżak. Teraz znowu mógł nazywać się Kultystą Ekstazy. Teraz wracała Jego pasja. Ona wracała, czuł to całym sobą.
* Tłumaczenie własne autora, który nie ma najmniejszych aspiracji, aby być uważanym za profesjonalnego tłumacza, a popełnił te kilka wersów tylko w trosce o czytelników, którzy nie mieli okazji poznać języka angielskiego. Tłumaczenie wierne, a nie piękne :) Autor zdaje sobie sprawę, iż wyrażenie "What is it that makes us tick" jest idiomatyczne i jako takie może zostać rozumiane na kilka sposobów. Świadom jest również, iż może się on odnosić do fizjologii i świadomie na potrzeby tegoż artykułu zastosował takie, a nie inne tłumaczenie.